Najpierw pojawiła się Milka, potem myśl, a potem czyn. I tak krok po kroku powstał hotelik dla czterech łap :) – mój wymarzony hotel dla psów.

Zaczęłam…w siódmym miesiącu ciąży, w połowie lata, z bólem głowy na samą myśl o tym, że to już, a nadal siatki grodzeniowej brak. No, ale udało się. I jestem z siebie niewymownie dumna. Dumna, bo ziściło się moje marzenie. Mimo wszelkich przeciwności losu powstała moja własna psia przystań, taka mała psia agroturystyka. W totalnej ciszy, gdzie sąsiadem jestem ja i dzika przyroda (no, może prawie dzika)…

… Myśl przyjechała na rowerze i zapytała „- Ewa, a może Ty byś otworzyła hotel dla psów? Ja nie ma odpowiedniej przestrzeni, a u Ciebie takie rozpostarcie…”. No i myśl się zrodziła. Kłębowisko myśli, góra myśli i noce nieprzespane… mała Amelka, ja bez pomysłu na to co dalej, bo do pracy na etacie wracać nie chciałam… I ta myśl rosła na tyle mocno, że nawet mojego Niemęża przekonałam, że to genialny pomysł!! A jakże, wzbraniał się i to nawet bardzo, bo przecież w jego życiu nie miało być, żadnych bab, żadnych zwierząt i żadnych dzieci!!!

Czyn… Pojawił nam się kindersurprise!!! I to trochę zaburzyło mój wręcz doskonały plan, ale tylko na chwilę, bo przecież dla mnie nie ma rzeczy niemożliwych. Nie powinnam się denerwować, zbytnio forsować i takie tam inne związane z rosnącym brzuchem. A mimo to co weekend jeździłam do Żyrardowa na kursy. Urząd pracy umożliwił mi zrobienie kursu z tresury metodami naturalnymi. Chciałam wiedzieć jak postępować z psami, chciałam wiedzieć jak się zachowywać, jak z nimi pracować. Musiałam to wiedzieć, żeby nie zrobić sobie krzywdy ani tym stworzeniom, które będą pod moją opieką. Potem pozyskanie środków na otwarcie działalności gospodarczej. Cudnie!!!

Kobieta w ciąży to ma dobrze! Przedsiębiorcy, z którymi w tym czasie prowadziłam rozmowy, na widok brzucha zmieniali ton. Podobno krąży takie wierzenie, że jak taką się oszuka, to interes myszy zjedzą. Poważnie. Jak chodziłam na bazarek to każdy mi wciskał dodatkową natkę pietruszki lub koperku.

Jak sobie teraz przypominam jak ten hotel dla psów rósł… Najpierw wyznaczanie terenu… (musiał zniknąć mój hamak zawieszony między brzozami) i wyrównywanie, poziomowanie bloczków pod kojce. Amelka podkradała notorycznie miarkę i poziomicę. Potem transport kojców…bo jechały do nas w całości. Facet taki pewny, że dwa na raz zapakuje…

No i to nieszczęsne ogrodzenie… Miałam materiał gotowy, tylko wykonawca się spóźniał… A ulotki już rozdane, pierwsze rezerwacje porobione. Myślałam, że osiwieję, albo urodzę przed terminem. …Z lekkim poślizgiem, ale zaczęliśmy…

Działalność otworzyłam 1 lipca 2010 roku. I tak zaczęła się przygoda z hotelem dla psów.

Tutaj znajdziesz więcej zdjęć z moich początków.

Hotel dla psów - rok 2010
Kojce w 2010 roku

Zapisz

Hotel dla psów – jak to się wszystko zaczęło
Tagi:                                

Dodaj komentarz

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Więcej informacji

Aby zapewnić Tobie najwyższy poziom realizacji usługi, opcje ciasteczek na tej stronie są ustawione na "zezwalaj na pliki cookies". Kontynuując przeglądanie strony bez zmiany ustawień lub klikając przycisk "Akceptuję" zgadzasz się na ich wykorzystanie. Więcej informacji można znaleźć w Polityce prywatności.

Zamknij